Dodane przez w w Subiektyw
  • Rozmiar czcionki: Większa Mniejsza
  • Przeczytano: 8550
  • 1 komentarz
  • Drukuj

Książka W. P. Younga "Chata" - czy warto po nią sięgnąć? Próba oceny ortodoksyjności.

 

Fides omnium christianorum in Trinitate consistit[1].

 

Wyżej przytoczone słowa św. Cezarego w tłumaczeniu na język polski brzmią: “Wiara wszystkich chrześcijan opiera się na Trójcy Świętej”. I rzeczywiście, już u progu życia chrześcijańskiego każdy człowiek słyszy słowa: „Ja Ciebie chrzczę w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego.” Tylko czym jest, a raczej Kim jest, Trójca Święta? Na to pytanie próbowali  odpowiedzieć już członkowie pierwszych wspólnot popaschalnych, a teologowie współcześni szukają odpowiedzi do dziś. Dlaczego? Ponieważ chyba najtrafniejszą odpowiedzią na pytanie o Trójcę Świętą jest słowo „tajemnica”. Pojęcie to zaś, jest pojęciem dość szerokim…

 

 

            Jedna z wizji Trójcy Świętej została przedstawiona w „Chacie” W. P. Younga. Na wstępie trzeba zaznaczyć, że nie jest to żaden traktat teologiczny i treści ukazanych w książce nie należy przyjmować jako prawd dogmatycznych. Jest to raczej swoista „opowieść o relacjach człowieka z Bogiem” (jak czytamy w jednej z recenzji zamieszczonej na okładce książki[2]). Mimo jednak, iż ukazanie samej Trójcy Świętej nie było głównym zamysłem autora, wiele można o niej wyczytać i warto się tej trynitarnej koncepcji Younga przyjrzeć. Jest ona bowiem nie dość, że oryginalna, to bardzo ciekawa. Tyle że, czy aby na pewno ortodoksyjna?

            Z Trójcą Świętą czytelnik spotyka się, kiedy to główny bohater – Mack, kilka lat po zamordowaniu swojej najmłodszej córeczki, pogrążony w Wielkim Smutku (jak sam go nazywa), otrzymuje list od… samego Boga. W odpowiedzi, pewnego zimowego popołudnia, przybywa do tytułowej chaty i przeżywa najdziwniejsze, a zarazem najpiękniejsze, chwile swojego życia. Spotyka Boga. I to nie w przenośni, ale dosłownie! Wchodzi w relację z Bogiem nie transcendentnym i niedostępnym, ale Bogiem, który objawia mu się pod postaciami trzech osób: Murzynki, trzydziestoletniego mężczyzny – Hebrajczyka i Azjatki.

            Ta bezpośrednia antropomorfizacja budzi chyba najbardziej mieszane uczucia. Pomijając już kwestię rasy i płci, czy można, ot tak sobie, uczłowieczyć Trójcę Świętą? Young na pewno nie jest odosobniony w swoim pomyśle. Już nawet Ojcowie Kościoła w opowieści o Abrahamie i jego spotkaniu z trzema mężami pod dębami Mamre[3], dopatrywali się zapowiedzi tajemnicy Trójcy Świętej. Koncepcję tę, w bardziej „namacalny” sposób ukazał Andriej Rublow, pisząc swoją najbardziej znaną ikonę. Czy jednak takie przedstawianie Boga jest zgodne z nauką Kościoła?

            Karl Barth – najwybitniejszy teolog protestancki XX w. twierdzi, że „gdy współcześnie mówimy o Osobach Trójcy, wyobrażamy sobie, zgodnie z dzisiejszym rozumieniem „osoby” trzy samoświadome podmioty, niejako trzech ludzi. Ale to wyobrażenie jest wybitnie niewłaściwe dla opisania prawdy o Bogu Ojcu, Synu i Duchu Świętym. Trójjedyny Bóg to nie trzech „ludzików”, niechby nieskończonych. Bóg nie tylko istnieje na jeden sposób, lecz jest także Ojcem, i Synem, i Duchem Świętym”[4]. W świetle tych słów, ortodoksyjność Youngowskiej Trójcy jest wątpliwa. Autor książki tłumaczy antropomorfizację słowami samego Boga Ojca (ukazanego pod postacią Murzynki), która mówi głównemu bohaterowi, że ukazała mu się jako kobieta, bo chciała uwolnić go od religijnego wykształcenia i uwarunkowań. Kluczowe jednak tutaj wydaje się być zdanie Boga: „Jeśli postanawiam ci się objawić, nieważne w jakiej postaci, robię to dlatego, że cię kocham”. Ono podkreśla główny cel koncepcji trynitarnej Yonga jakim jest nacisk na możliwość prawdziwie bliskiej relacji człowieka z Bogiem.

            Autor „Chaty” nie ukazuje Ojca, Syna i Ducha jako zwykłych ludzi. Jedynie w pełni człowiekiem jest Jezus, natomiast pozostałe osoby Trójcy wcielają się, bo tak chcą, bo w ten sposób mogą przyciągnąć Macka do siebie. Piękna Azjatka – Sarayu (personifikacja Ducha Świętego) kojarzyła się głównemu bohaterowi z nieuchwytnym wiatrem i wydawała się jakby migotać w blasku Słońca[5]. O nadzwyczajności Osób Boskich przedstawionych przez Younga świadczy również czytanie w myślach Macka, łatwość w wykonywaniu wielorakich ludzkich czynności. Zaś o niezwykłej jedności – jedna wspólna świadomość. Autor zresztą w wielu miejscach podkreśla, że nie są to postacie odrębne, że jest to jeden Bóg w trzech osobach – na pytanie głównego bohatera „które z was jest Bogiem?”, wszyscy troje odpowiadają równocześnie „ja”[6].  Young w tej kwestii nie odbiega zbytnio od prawowiernej nauki Kościoła. W KKK czytamy bowiem: „Osoby Boskie nie dzielą między siebie jedynej Boskości, ale każda z nich jest całym Bogiem”[7].

Mimo tych wszystkich zabiegów czytelnik może mieć nieodparte wrażenie, że Bóg został niejako zrzucony z piedestału Boskości. Książkowa Trójca bowiem słucha muzyki, gotuje, pracuje w ogrodzie, zamartwia się o głównego bohatera… I choć autor, jak już to zostało wspomniane, chciał przez to podkreślić możliwość stworzenia normalnej, bliskiej relacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem, to jednak watro się zastanowić, czy nie poszedł za daleko i czy nie ogołocił Boga z Jego wielkości i transcendencji. Bo przecież nie chodzi chyba  tak do końca i tylko o to, żeby z Bogiem zawiązać „kumpelską” relację.

Wielu jeszcze ciekawych, a zarazem nieco kontrowersyjnych, tematów można by doszukać się w książce Younga. Chociażby płeć Boga Ojca, rasa poszczególnych Osób Trójcy, przebite ręce każdej z nich, czy też same relacje wewnątrzosobowe Boga. Warto zatem przeczytać „Chatę” i skonfrontować myśli autora z nauką Kościoła katolickiego. Przede wszystkim jednak warto po nią sięgnąć, bo jest jedyną w swoim rodzaju podróżą  w głąb samego siebie.

                                                              


[1] Św. Cezary z Arles, Expositio symboli (sermo 9): CCL 103, 48.

[2] Por. W. P. Young, Chata, Warszawa 2011, okładka tylna.

[3] Por. Rdz 18, 1-15.

[4] Elżbieta Adamiak, ks. Andrzej Czaja, Józef Majewski (red.), Dogmatyka, tom 3, w: ks. Eligiusz Piotrowski,  Traktat o Trójcy Świętej, s. 206-207.

[5] Por. W.P. Young, dz. cyt, s. 93.

[6] Tamże, s. 96.

[7] KKK, 253.

0

Komentarze

  • karry
    karry poniedziałek, 03 luty 2014

    Warto sięgnąć by zobaczyć próbę wytłumaczenia odwiecznego pytania, skąd tyle zła i cierpienia, skoro Bóg kocha. Warto, by uzmysłowić sobie, co jest ważne w życiu (miłość... pochodząca od Ojca, przejawiająca się w całym naszym życiu - w gotowaniu, kosztowaniu czy piciu kawy) i, że bez relacji z Bogiem, nic nie ma sensu. Po raz trzeci warto, by odpuścić sobie. By sobie wybaczyć. By nauczyć się wybaczać innym. Oczywiście wchodząc w relację z Ojcem, który pokaże; który uleczy; który nauczy jak od nowa żyć. On czeka na każdego z Nas. I pragnie każdego z Nas zbawić. To wyczytałam z tej książki.
    Widocznych jest też wiele nieścisłości i dwuznacznych wypowiedzi między innymi nt. istnienia religii (że niby jest pustoszącą świat instytucją, od której Bóg ręce umywa, w której nie chce nas zamykać.), dekalogu (który nie ma aż tak dużego znaczenia dla Boga Younga. W sumie można to zrozumieć też w ten sposób, że, jeśli się jest z Bogiem prawdziwie, to już nic nas nie ogranicza; żadne prawa i zasady, gdyż wypełniamy je naturalnie, zgodnie z naszym powołaniem. Stąd też dekalog w tym momencie może przestać dla nas istnieć.), kościoła, mszy świętej i komunii, która wg. Boga katolickiego (który jest Tym Jedynym?), jest przecież jedyną drogą ku zbawienia. Bóg Younga jest niesamowicie otwarty i elastyczny. Nie karze, nie gniewa się. Jest, że tak powiem, naprawdę ludzki. Aż za bardzo. Choć... nie wpada tak szybko w irytację. Jest się nad czym zastanawiać czytająć tę pozycję. Pozdrawiam!

  • Najpierw zaloguj się a potem wyślij komentarz

Kto szuka znajduje...

wbiblii

Polecane Video

Diakonia Muzyczna

diakonia muzyczna

1% na OL

1 procent2

W drodze